POSTRZAŁKI - II. POLE - cz.2 - Poszukiwanie postrzałków z jamnikiem szorstkowłosym. Grandel - tropowiec.

Idź do spisu treści

Menu główne:

PIERWSZY MUFLON

Nudzimy się z Grandlem na polowaniu dewizowym urozmaicając sobie czas długimi spacerami po górach. W końcu, po powrocie z rannego wyjścia dowiadujemy się, że jeden z Duńczyków strzelał do owcy, którą wybrał z dużego kierdla. Owcę trafił, znaleźli z podprowadzającą kawałek płuca i trochę farby na zestrzale i kilkanaście metrów dalej, natomiast potem farba się skończyła. Z rozmowy wynika, że mógł ją spóźnić. Strzelał na stromym zboczu w górę.
Jedziemy na miejsce - w towarzystwie podprowadzających i myśliwego. Idziemy w kierunku zestrzału, Grandel wariuje na otoku, znudzony wcześniejszym bezrobociem, jednak po chwili łapie trop i w swoim stylu ostro rusza. Na zestrzale i pierwszych dwudziestu metrach dostrzegam kawałeczki płuc i trochę jasnej farby. Idę za jamnikiem, zostawiając pozostałych w tyle. Idziemy w górę zbocza, aby skierować się w świerkowy młodnik i po chwili z powrotem w dół. Zataczamy okrąg o średnicy ok. 150m. Nigdzie poza początkiem tropu, nie dostrzegam farby. Wracamy na zestrzał. Pies ciągnie identycznie - zataczamy kolejne koło. Górski teren i strome zbocza powodują, że trudno mi nadążyć za niezmordowanym Grandlem. Niemożliwym wydaje mi się, żeby trafiona sztuka mogła pokonać tak długi dystans.
W międzyczasie dewizowiec i podprowadzający rezygnują i wracają do bazy na śniadanie. Wracam raz jeszcze na zestrzał. Grandel już trochę spokojniejszy podejmuje ten sam trop. Idę wolniej, powstrzymując nieco psa, żeby uważniej przyjrzeć się farbie. Wygląda na śmiertelny postrzał. Pokonujemy raz jeszcze tą samą drogę. Po 70m dostrzegam jeszcze jedną kroplę farby, która potwierdza, że idziemy dobrze. W końcu Grandel odbija w młodnik, gdzie we wgłębieniu pod świerkiem dostrzegam wystający zza drzewa łeb zgasłej owcy. Poprzednio minęliśmy ją dwukrotnie w odległości 3 metrów..
Owca strzelana była z dołu, lekko spóźniona, wylot kuli umieszczony pod kręgosłupem spowodował, że niewiele farby wydostało się na zewnątrz tuszy. Łączna długość tropu to 92m.
Dzwonię do podprowadzającego
- Niech Pan wraca - mówi.
- Z owcą? - pytam.
- Aaa... To co innego... A już myśleliśmy, że nic z tego... Niedługo będę - słyszę.
Kolejny raz potwierdza się, że dużo trudniej jest pracować psu na ciepłym tropie, gdzie tropowiec podniecony bliskością zwierzyny nie koncentruje się jak należy.
Niestety jednak, nie zawsze da się odłożyć poszukiwania na później...

 
 

ZBIORÓWKI

Listopad i grudzień to intensywny czas polowań zbiorowych, jak i indywidualnych. Szczęśliwie postrzałków jest niewiele, część jest od razu podnoszona przez psy pracujące w miocie, część postrzałów to niegroźne ocierki, gdzie początkowo obfita farba stopniowo zanika, a zwierz dochodzi do siebie. Sprawdzamy z Grandlem kilka pudeł do dzików, pracujemy na ponad sześciokilometrowym tropie postrzałka z polowania zbiorowego, gdzie dzik mimo kilku okazji do zalegnięcia, dalej przemierzał kolejne ostępy... Farba jedynie początkowo na dystansie 400m, potem już tylko polegam na psim węchu.  Po 3 godzinach tropienia i natrafieniu na watahę zdrowych dzików poddaję się...
Po jednej z dewizówek na terenie jednego z niedaleko położonych kół, podnosimy na drugi dzień zgasłe w bliskiej odległości od miejsca strzałów jelenie... dwustumetrowy trop lekko spóźnionej łani oraz stupięćdziesięciometrowy trom szpicaka nie sprawiają Grandlowi żadnych problemów.
Polujemy też indywidualnie - Grandel wyraźnie dojrzał i mimo silnie rozwiniętej pasji, potrafi już w miarę spokojnie wytrzymać podchód do watahy. Przez ponad dwie godziny stoimy w nocy koło huczkującego odyńca i lochy, które są w odległości 30-50m od nas-w mocno zadrzewionym terenie, a następnie w przez 40minut czekamy na dogodność strzału do watahy przelatków. W końcu oddaję lekko spóźniony strzał do 30kg warchlaka, który gaśnie po prawie 70m. Grandel - mimo, że dzików było kilka - wyraźnie pokazuje mi zestrzał, a następnie - puszczony luzem - niespiesznie jak na niego po tropie dochodzi do dzika. Wreszcie zaczyna rozumieć, że strzał musimy wypracować obaj.

 
 

PROSTE ŚCIEŻKI

Początek roku spędzam głównie na polowaniach na lisy, więc Grandel ma niewiele pracy. Kilka prostych ścieżek na dzikach po komorowych strzałach powoduje, że nie wypada z wprawy. Najdłuższy trop ma 150m, gdzie strzelony na spóźnioną komorę warchlak wpada w trudno dostępny teren zwany Koreą. Odalezienie dzika zajmuje tylko kilka minut, ale wydostanie tuszy to już dobre trzy kwadranse...
Polujemy sporo indywidualnie, widzę postępy jeśli chodzi o zachowanie Grandla na podchodzie, popiskuje, ale dużo ciszej niż na początku. O ile przy bezwietrznej pogodzie stanowi to
jeszcze problem, to przy niewielkim wietrze podchodzimy dziki naprawdę blisko, co powoduje, że strzał nie jest już tak trudny. Po strzale to już inna historia...

 
 

LEPIEJ W DZIEŃ

Wywozimy nowe urządzenia w teren. Po południu stawiamy zwyżkę na leśnej drodze, przecinającej kilka dziczych przesmyków. Wieczorem siada na niej jeden z kolegów. Powoli wracamy do samochodu, kiedy przy zapadającym zmierzchu pada strzał.
Słysząc strzał Grandel wyplątuje się z obroży (nie wiem jak to zrobił) i znika w ciemnościach. Po kilku minutach słyszę jak oszczekuje dzika w miejscu ok. 400m od nas. Udaje mi się podejść i odwołać psa w niewielkich wyschniętych nawłociach. Słyszę oddalającego się dzika.
Wracam do kolegów na miejsce zestrzału. Znajdujemy ścinkę i - co ciekawe mosiądz po kuli. Decydujemy, że poszukiwania rozpoczniemy skoro świt.
Rano wracamy na zestrzał. Strzelec ma uczetniczyć w poszukiwaniach w charakterze korony. Poza ścinką nie znajdujemy nic więcej na zestrzale i ruszamy po tropie. Grandel prowadzi pewnie, żeby po ok. 200m doprowadzić nas do zalegającej w gęstych tarninach watahy... Dziki uciekają, a my wracamy na początek tropu. Tym razem trop wiedzie nieco z boku od poprzedniego, po czym po ok. 150m dostrzegam na liściach wyrażną czerwoną farbę. Dzik farbuje dość intensywnie, dzięki czemu nie jest trudno kontrolować pracę psa. Po kilkudziesięciu metrach znów muszę nawrócić jamnika na właściwy trop - widocznie i tu jakaś wataha zmierzała do swojej ostoi.
Trop prowadzi przez wysoki, niezbyt gęsto podszyty dębowy las, przez jerzyny na niewielkim zrębie, po czym skręca na pole i kieruje się w miejsce, gdzie wczoraj odłowiłem psa. Co kilka - kilkanaście metrów łatwo można dostrzec znaczną ilość farby. Dochodzimy do olchowej kępy, gdzie farbę dużo trudniej znaleźć. Chwilę kluczymy, żeby w końcu obrać kierunek, w którym udał się postrzałek. Potwierdza to znaleziona na trawie farba. Wchodzimy w zarośnięty nawłocią pagórkowaty nieużytek. Widać, że dzik zaczyna kluczyć, puszczam więc Grandla luzem. Krąży w sąsiedztwie, jednak nic nie znajduje, biorę go na otok i wracam do ostatniej zaznaczonej farby. Idziemy spokojnie kilkadziesiąt metrów, po czym widzę reakcję psa - merdający nerwowo ogon wskazuje bliskość tropionego postrzałka. W tej samej sekundzie, ok. 10m przede mną zrywa się dzik, który ostro rusza w dół zbocza. Nie będąc pewnym czy to nasz postrzałek trzymam psa na otoku, jednak po chwili, na polu widzimy, że dzik wyraźnie kuleje i ma problem ze sprawnym poruszaniem się. Zwalniam jamnika z otoku, który z jazgotem rusza w gon. Po minucie słyszymy, że stanowi dzika na wysokim lesie. Pagórkowaty teren i wilgotna ziemia powodują, że przyspieszony marsz stanowi nie lada wyzwanie. Wreszcie wchodzimy w las, gdzie kilkadziesiąt metrów dalej widzimy tańczącego wokół wyrośniętego przelatka Grandla. Oddaję pospieszny strzał w momencie, gdy dzik się odwraca. Pudło! Podchodzimy bliżej, zwierz przypuszcza jeszcze ostatnią szarżę na zwinnego psa, po czym wreszcie daje bok i możliwość skrócenia mu cierpień... Oddychamy ciężko. Grandel cieszy się ze zdobyczy.
Podchodzimy do przelatka. Ostatni kęs, pieczęć, złom. Kula strzaskała przedni bieg, po czym otworzyła mostek na wysokości serca, jednak nie spowodowała śmierci zwierza. Może to coś z amunicją? Łączna długość ścieżki (łącznie z nawrotami) to 3000m, z czego ostatnie 380 to gon i osaczenie.

 
 
 
 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego