POSTRZAŁKI - I. POLE - Poszukiwanie postrzałków z jamnikiem szorstkowłosym. Grandel - tropowiec.

Idź do spisu treści

Menu główne:

 
 

POCZĄTKI

Początkowo trenowaliśmy w domu - kiełbaska wleczona po podłodze, dziczy bieg, kość.
Komenda "Szukaj!" powoduje maksymalne uruchomienie małego szczenięcego noska.


 
 

PIERWSZY DZIK

Pierwszy kontakt z dzikiem Grandel odnotował w wieku 2,5 miesiąca, jak widać po zafarbowanej kufie, zainteresował się odyńcem. Krótka ścieżka z narogów wystarczyła, żeby potwierdzić, że wie, do czego jest stworzony...

 
 

WIEK 5 MIESIĘCY - PIERWSZA NATURALNA ŚCIEŻKA

No i zaczęło się. Kolega  Tomek Przybyś, gościnnie polujący w naszym kole strzela do dzika. "Farba płucna, dzik zgasł w rzepaku, interesuje Cię?" - słyszę w słuchawce. Jasne, że interesuje, przyjeżdżamy na miejsce. Podkładam szczeniaka na zestrzał, każę szukać. Idzie ładnie, jak po sznurku, wchodzi w rzepak, gdzie puszczam otok, żeby miał łatwiej. Za chwilę pojedyncze szczeknięcie i słyszymy szarpanie...

 
 

WIEK 5 MIESIĘCY - KOLEJNA PRÓBA

Znów telefon, że dzik strzelany na otwartym polu, ruszył po strzale ostro, ale Kolega farby nie za bardzo może znaleźć. A żeby było ciekawiej, to chwilę później strzelał też do drugiego - małego warchlaczka, który dostał na pewno ale też poszedł...
Większy dzik podobno doszedł do śródpolnego rowu i potem znikł.
Chodzimy po polu, Grandel na otoku, Kolega na oko znajduje warchlaka, pozostaje jeszcze znalezienie przelatka. Chodzimy wzdłuż rowu, namiawam psa do szukania, a on ciągnie uparcie na środek pola. Nie zwracamy na niego uwagi, bo co nam tu będzie szczeniak dyktował, gdzie mamy iść - do warchlaka pewnie chciał wrócić...
Stwierdziliśmy, że chyba pudło, więc wziąłem warchlaczka, żeby zrobić psu włóczkę. Ciągnę dziczka ok. 200 m, po polu, załamując ścieżkę co jakiś czas. Po chwili ścieżkę przechodzimy z psem, nie ma najmniejszych problemów. Po powrocie okazuje się, że dzik leżał na środku pola, dokładnie tam, gdzie Grandel chciał iść.
Wnioski:
Psu należy zaufać - mimo, że ktoś może sugerować, że strzelany zwierz uchodził gdzie indziej.


 
 

WIEK 5 MIESIĘCY - TRYPLET

Polujemy intensywnie, koszą rzepaki, więc dzików widać więcej. Podchodzimy watahę z wieczora, na polu ok. 30 dzików, biegają zdezorientowane zmianą w ich dotychczasowej ostoi. Na skoszonym rzepaczysku nie zwracają uwagi na otoczenie. Strzelam do warchlaka - jednego z dwóch. Zostaje w ogniu. Drugi defiluje nam przed nosami na 30m, po strzale roluje jak zając. Pisze testament, więc puszczam Grandla, który zajadle go oszczekuje. Podchodzę po chwili do zgasłego już dzika, przypinam psa, widząc jednocześnie jak przelatek wybiega z rzepaku w odległości 80m. Po strzale za łopatkę, robi rakietę - jak trafiony na komorę rogacz, uchodzi 80m i pada. Wszystko na oczach psa, który o mało nie dostanie szału na otoku. Po wypatroszeniu warchlaków, przechodzimy do ścieżki. Pies idzie po ścieżce ostro, ciągnie jak wariat. Po chwili cieszymy się następnym dzikiem.


 
 

SPRAWDZIAN - WIEK 6 MIESIĘCY

- Polujesz?
- Poluję, a czemu?
- Może chcesz sprawdzić Grandla? Jest farba, szliśmy kawałek, dzik chyba się podniósł i poszedł głębiej w las...
Przyjeżdżamy na miejsce po pół godzinie, czyli ok. godzinie po strzale, księżyc świeci..
Popełniam kilka podstawowych błędów, będzie solidna nauczka na przyszłość, ale po kolei…
Jest nas 4, w tym stażysta. Biorę psa na otok, idę bez broni. Skoro jest dwóch myśliwych z bronią, to po co mi jeszcze jeden sztucer? Ruszamy na miejsce strzału, na polu mnóstwo świeżych tropów, dzik strzelany z watahy. Wszystkie poszły w las, na skraju trochę farby. Ciemna. I niedużo.
Początkowo pies chaotycznie biega w kółko, zatrzymuję go po jakimś czasie przykładam kufę do zafarbowanej gałązki.
- Szukaj!
Rusza ostro, ciągnie mocno, ledwo nadążam. Chłopaki zostają z tyłu, w świetle latarki co jakiś czas błyska kropla farby. Oglądam się za siebie, dystans między nami a kolegami coraz bardziej się zwiększa. Przechodzimy w szaleńczym tempie 250 m. Dochodzimy do sporej kępy jerzyn, naraz uderza mnie silny zapach dzika. Jednocześnie pies zaczyna głosić, a parę metrów przede mną słyszę ostrzegawcze warknięcie dzika i ruch w jerzynach. Odwracam się gdzie koledzy, ich latarki ledwo widać.
Pies głosi, słyszę wyraźnie dzika przed nami, ale na szczęście nie atakuje. Chłopaki wreszcie docierają, jakoś udaje się dzika dostrzelić... Stażysta tylko przeszkadza, zaplątany w otok nie mam szans zareagować w razie szarży.
Ważył 36 kg, strzelony na miękkie...
Wnioski nasuwają się same, zresztą doświadczeni menerzy się nie mylą, wystarczy tylko przestrzegać ich rad:
- Nigdy nie dochodzimy postrzałka bez broni!!!
- Zawsze warto odczekać po strzale co najmniej godzinę, a jeśli to możliwe nawet dłużej. Zwłaszcza przy "nieciekawej" farbie wskazującej postrzał na miękkie, czy wątrobę…
- Do dzika dochodzimy maksymalnie we dwóch!
- Należy unikać poszukiwań w nocy!
Piesek zrobił co do niego należało :) Dzik bardzo trudny do dojścia bez psa, ze względu na bardzo małą ilośc farby i zalepenie otworów po kuli jelitami...


 
 

WIEK 5 MIESIĘCY - PUDŁO A W ZASADZIE NIE PUDŁO

Polujemy intensywnie, wieczór - rano. Pies przy nodze, uczy się polowania. W końcu rano podchodzimy watahę, strzelam nerwowo, na 25 m. Dzik pada w ogniu, ale po chwili podnosi się i z zafarbowanym pustym uchodzi... Liczę, że jednak płuca ruszone, więc się nie przejmuję.
Błąd - idę z psem na ciepły jeszcze trop, farby jak na lekarstwo,  przechodzimy ponad 600 m, ale dzik przestaje farbować, zostawiając po kropelce gdzieniegdzie. Idzie cały czas za watahą, po czym wchodzą w rzepak, z którego wyszły... Porażka..


 
 

WIEK 6 MIESIĘCY - PRÓBA NA SZTUCZNYM TROPIE

Konkurs dla tropowców w Tarchalicach. Przyjeżdżamy w charakterze widzów, zobaczyć jak to wygląda. Dzięki uprzejmości organizatorów, mogliśmy przejść konkursową ścieżkę, kiedy już wszystkie psy zaliczyły swoje próby. Grandel na ścieżce liczącej 20 godzin i 600 m, dał sobie doskonale radę.
Bedzie z niego pożytek.


 
 

WIEK 7 MIESIĘCY - NAUCZKA

Jeden z Kolegów zaprosił mnie na spacer, po jego łowisku. Oczywiście wziąłem Grandla, przejdziemy się. Na miejscu okazuje się, że jesteśmy aby sprawdzić strzał. Z poprzedniego dnia, minęło już 20 godzin.
Podkładam psa, na łące, już po chwili lokalizuje zestrzał. Tam trochę farby, ale po 50 m w lesie farby jak z wiadra...
- Będzie leżał ten dzik - wołam do Kolegi.
- To nie dzik, tylko byk - słyszę w odpowiedzi.
- Strzelałem na kulawy sztych, byk zrobił po strzale woltę o promieniu 10 m i uszedł w las...
Zamurowało mnie, ale idziemy po tropie dalej. Pierwsze 150 m, farby mnóstwo - jasna dużo rozbryzgów, wygląda na płucną. Jednak po przejściu ok. 200 m, farby już praktycznie nie ma, gdzieniegdzie pojedyncze krople, a byka jak nie było tak nie ma. Pies prowadzi, choć zdarza mu sie zgubić trop, sam się naprowadza. Prowadzi dość zdecydowanie, choć w kilku miejscach robimy kilka kółek, żeby znaleźć kolejną kroplę farby. Minęło ok. godziny, przeszliśmy ponad 600 m. Po kolejnych 200 m dochodzimy do kępy jerzyn, Grandel wyraźnie podniecony. Wchodzimy, na skraju łoże, gdzie widzę sporo farby, rozglądam się po cichu, kiedy nagle 15 m ode mnie podnosi się byk! Z głośnym łomotem mija mnie w odległości 10 m, a ja stoję bezradnie patrząc jak uchodzi...
Na dystansie 50 m od łoża sporo farby, podobnej jak w pobliżu zestrzału, potem już kompletnie nic...
Przeszliśmy jeszcze 300 m, po czym pies zgubił trop, ok. 50 m od miejsca strzału...


 
 

WIEK 7 MIESIĘCY - WARCHLACZEK

Poranne wyjście pod koniec rykowiska. Wracająca wataha, szybki strzał do skręconego na lekki kulawy sztych warchlaka. Dzik prawie niezauważalnie  przysiadł i ruszył ostro przed siebie. Niespiesznie idę do samochodu, gdzie zaspany czeka mój towarzysz. Podkładam Grandla na trop. Krótki 50 m spacerek. Dzik strzelony za łopatkę, wylot na wątrobie.  Grandel dalej nie chce głosić...


 
 

WIEK 7 MIESIĘCY - DANIEL BYK

Rozpoczęła się pełnia sezonu, więc i okazji do treningu jest więcej. Ranne wyjście - Kolega strzelał do byczka daniela, który zrobił rakietę i uszedł w młodnik.
- Poczekaj, puścimy Grandla.
Pies jak po sznurku prowadzi do swojego pierwszego daniela.


 
 

WIEK 7 MIESIĘCY - ODYNIEC

Strzelam do dzika w świńskim truchcie na dużym polu rzepaku - 80 m, słyszę uderzenie kuli, Grandel wariuje. Odprowadzam dzika wzrokiem, który nie zmieniając tempa oddala się od nas. Zatrzymuje się jeszcze na polu, po czym niespiesznie wchodzi w las.
Odczekałem dobre 15 minut analizując strzał - nie mogłem nie trafić.  Idziemy na otoku po polu jakieś 250 m, nie ma farby, żadnych śladów trafienia. Latarka się wyczerpuje. Dzwonię po kolegów, w końcu po godzinie, przyjeżdżają z latarkami. Wchodzimy do lasu - dalej nic. Wreszcie ok. 250 m od miejsca strzału - na liściu maliny odrobina farby i kawałeczek wątroby wielkości paznokcia... Od strzału minęły już dobre 2,5 godziny.
Puszczam psa luzem - z ciężkim sercem, bo to przecież szczeniak jeszcze. Po chwili słyszymy dwa szczeknięcia i cisza. Po kolejnych 10 minutach jedno szczeknięcie kilkaset metrów od nas. I cisza.
Leśnym duktem przechodzimy kolejne 300 m, stajemy na krzyżówce i nasłuchujemy. Przez 15 minut nic się nie dzieje, po czym słyszymy jak szeleszczą liście pod łapami Grandla. Wraca sobie drogą, jak gdyby nigdy nic. Przychodzi do nogi. Oglądam go i obwąchuję - czuć wyraźnie dzika. A więc leży! Namawiam psa, do powrotu do dzika, ale jakby nie wie, którędy iść. Wracamy do domu, żeby rano jeszcze raz przejść po tropie.
Jesteśmy już o świcie, biorę psa na otok i idziemy. Pies ładnie pracuje, choć nie widzę nigdzie farby. Przechodzimy kolejne oddziały, w zasadzie bez potknięć, w jednym miejscu na drodze był problem, ale po chwili krążenia udało się wrócić na trop (czego nie mogę potwierdzić farbą - muszę zdać się na psa).
Po ponad kilometrze od miejsca strzału dochodzimy do odyńca... Strzał wątrobowy, brak wylotu, po drodze żadnej farby.  Kal. 7x64, lekka amunicja czeska, dzik 90 kg, oręż 18 cm. Mój ulubiony. Łączna długość tropu - 1 050 m. Rano dzwonię do Kolegów - nie wierzą.


 
 

8 MIESIĘCY - PROSTE ŚCIEŻKI

W październiku i listopadzie Grandel nie miał dużo pracy, koledzy strzelali celnie i były to krótkie kilkudziesięciometrowe dojścia lub też dziki padały w ogniu - dwukrotnie na oczach psa. Pocieszające jest, że umie wytrzymać przy podchodzie, choć kilka razy dziki mi popłoszył. Dalej nie chce głosić zgasłego zwierza, choć świetnie mu to idzie dopóki zwierzyna się rusza.


 
 

WIEK 8 MIESIĘCY - DEWIZOWCY

Dewizowcy strzelali celnie, postrzałków praktycznie nie było. Jeden dzik, strzelony na szynki - krótki trop o długości ok. 80 m, Grandel oszczekuje trzymając dystans, stażysta kręci film.


 
 

WIEK 9 MIESIĘCY - WARCHLAK

Poranne wyjście. Na ambonie nad trzcinkami w szczerym polu, siedzę z psem, który intensywnie piszczy. Nie wiem o co mu chodzi, do czasu kiedy okazuje się, że 10 m od ambony leży wataha! Po nagraniu kilku filmików, prowokuję jednego z dzików do powstania - strzelam za łopatkę. Trzciny ożywają, wataha uchodzi. Odczekaliśmy chwilę, puszczam wariującego Grandla na sfarbowany trop. Po 70 m widzę jak tarmosi warchlaka... Dalej nie chce głosić. Co robić?


 
 

WIEK 9 MIESIĘCY - GRUDZIEŃ

Grudzień przynosi kilka prostych do podniesienia dzików - dwa strzelone przy psie - komorowe strzały -  długości tropu 130 m i 80 m, strzelone na komorę cielę jelenia i jedno draśnięcie - strzał mięśniowy, gdzie po 1500 m odpuściliśmy dzika idącego z watahą. Próbuję Grandlowi zakładać kaganiec, żeby zaczął wreszcie głosić zgasłe sztuki, ale na razie nie przynosi to efektu.


 
 

WIEK 11 MIESIĘCY - STYCZEŃ

Nowy Rok rozpoczął się od polowania zbiorowego na dziki. Dzików jak na lekarstwo, ale jeden z zaproszonych gości strzela na polu do warchlaka z watahy. Dzik drobiąc odbija, po czym wchodzi w świerkowy młodnik. Po godzinie przyjeżdżam z Grandlem. Na polu nie ma farby, odrobinę widać przy wejściu do młodnika. początkowo idziemy na otoku, ale w świerkach muszę go puścić luzem... Po chwili słyszymy głoszenie ok. 100 m od nas. Wchodzę za psem, który oszczekuje rannego dzika. W pewnym momencie 10 m od psa podnosi się wataha, absorbując jego uwagę - i teraz to ona jest jego celem. Ranny dzik chybotliwie uchodzi. Dochodzę za dzikiem, którego w nawłociach tylko słyszę przed sobą. Dołącza do mnie Kolega. Dzik wymknął się kawałek dalej, musimy poczekać na psa. Grandel odpuszcza dziki po 15 minutach i wraca z powrotem do nas. Biorę go na otok i naprowadzam na trop, gdzie widzę kroplę farby. Na szczęśćie teren jest nieco łatwiejszy, więc smagany po twarzy gałęziami ruszam za wyrywającym się Grandlem. Wyszliśmy z młodnika, kierujemy się w stronę olchowego pasa podszytego trzciną i gdzieniegdzie jerzynami. Dzik musi być blisko. Po kolejnych 300 m w jerzynach na przeciwko siebie słyszę rumor. Spuszczam psa z otoku, który rusza za kolejną watahą...
- Szlag by trafił!
- W międzyczasie przewracam się zaplątany w jerzyny raniąc się w policzek. Teraz farbuję i ja.
Nagle Kolega, który już mnie minął oddaje strzał. Ranny dzik leżał razem z watahą, jednak nie miał sił żeby się podnieść... Przestrzelone tylnie biegi na wysokości pierwszego zgięcia.
Grandel wraca po kolejnych 15 minutach. Wracamy na zbiórkę. Łączna długość tropu ok. 580 m. Dzik bardzo trudny do dojścia, gdyż farby jak na lekarstwo…


 
 

WIEK 11 MIESIĘCY - KOLEJNY WARCHLAK

W nocy na polu strzelam do warchlaka z dużej watahy. Celuję tuż za łopatkę. Dzik wali się w ogniu, po czym zbiera się i uchodzi w świerkowy młodnik. Przychodząę na zestrzał, szukam miejsca gdzie leżał dzik. Nic nie znajduję. Idę po samochód i Grandla. Po godzinie wracamy na miejsce - pies wariuje na otoku. Szukam jakiejkolwiek farby, nie ma nawet śladu, również na skraju młodnika. Po minucie słyszę jak oszczekuje dzika - co oznacza, że dzik jest żywy! Powolutku wchodze w młodnik, świecąc latarką. Po 100m jestem już tuż przy psie, dzika nadal nie widzę. W końcu świecę za krzak dzikiej róży - stoi mocno osłabiony. Strzał łaski. Pies jeszcze chwilę głosi, dopóki dzik nie spisze testamentu, po czym tradycyjnie bierze się za tarmoszenie. Ostatni kęs, złom i radość z kolejnej dobrze wykonanej pracy psa. Dzik strzelony za łopatkę na kulawy sztych, czego nie widziałem. Ruszona wątroba, wylot na miękkim, otwory wlotowy i wylotowy zalepione przez jelita... Zero farby. Łączna długość tropu to ok. 150m.

 
 

1 ROK  PRAWDZIWY SPRAWDZIAN

O 23:00 odbieram telefon.
- Strzelałem do warchlaka z dużej watahy, słyszałem uderzenie kuli, dzik odbił od watahy i poszedł. Jest kropla farby i nic więcej... Masz rano czas?
O 7:00 jesteśmy na miejscu.
- Gdzie masz broń? - pytam strzelca.
- Mam nóż, dzik będzie leżał.
Nauczony doświadczeniem, do poszukiwania postrzałków sztucer noszę zawsze. Znajdujemy kroplę farby i nic poza tym. Pies szybko podejmuje trop i ruszamy. Co jakiś czas na polu krople farby, ale niewiele. Dzik kieruje się na zarośniętą jerzynami kępę olchową. Wchodzimy. Znajduję kawałek jelita. W kępie pies natrafia na świeży ślad watahy, więc tracimy trochę czasu. Wracamy na trop wejściowy do kępy i ruszamy raz jeszcze, tym razem bez pomyłek. Wychodzimy z kępy na pole i sytuacja się powtarza. Robimy jeszcze kilka kółek, w międzyczasie Kolega pyta czy ten dzik jest wg mnie do dojścia - przecież przeszliśmy już ponad 400 m. Odpowiadam, że tak.
Dzik kieruje się w stronę tzw. Żarnowca, ulubionego matecznika zwierzyny. Wchodzimy na wysoki las, gdzie po 100 m znajdujemy pierwsze łoże. Jakby ciepłe, Grandel też bardziej zdecydowanie ciągnie na otoku. Wchodzimy do żarnowca, gdzie znajdujemy kolejne łoże w stercie brzozowych gałęzi. Po następnych 100 m wychodzimy z miotu, mijając po drodze dwa kolejne łoża. Wygląda na to, że dzik uchodzi gdzieś przed nami. Wyraźnie kluczy, a niewielka ilość farby nie ułatwia pracy psu. Mijamy krzak tarnin, jednak pies wyraźnie do niego wraca. Wtedy słyszę:
-Dzik!
Przechodzi kolejne 200 m w kierunku niedużej kępy olchowej z trzcinami. Po chwili słyszę, że Grandel stanowi dzika. Powoli jak najciszej wchodzę w trzciny, dzik jest juz naprawdę blisko, ale dalej go nie widzę.
Nagle słyszę jak ostro rusza w kierunku głoszącego psa, przez chwilę widzę dzika, oddając nieudolny strzał. Dzik skraju trzcin zakręca - nie chcąc wyjść na otwartą przestrzeń. Słyszę Grandla za dzikiem, którego widzę jak przesuwa się jakieś 10 m ode mnie, dając bok. Strzał łaski kończy mękę zwierza. Grandel jeszcze chwilę głosi, po czym tradycyjnie cieszy się z sukcesu... Dzik strzelony na miękkie, kal. 30-06, przestrzał zaklejony przez jelita. Waga dzika 60 kg. Łączna długość tropu to prawie 2,5 km. Spojrzenie Kolegi myśliwego pełne podziwu - bezcenne.
Nigdy nie ma co ufać w szacowaną przez myśliwych wielkość dzika.


 
 

Poranna zasiadka. Siedzę na odsłoniętej zwyżce, Grandel na ziemi. Tuż przed 7.00 wychodzi dzik. Strzelam na komorę. Ostro rusza, żeby po kilkudziesięciu metrach spisać testament. Pies wariuje. Po godzinie schodzę ze zwyżki, Grandel już spokojniejszy. Puszczam go na sfarbowany trop. Po kilkunastu sekundach jest już przy dziku...Długość ścieżki - 50m.

 
 
 
 
 
 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego