POSTRZAŁKI - IV. POLE - Poszukiwanie postrzałków z jamnikiem szorstkowłosym. Grandel - tropowiec.

Idź do spisu treści

Menu główne:

WIOSNA... 


Polujemy w miarę intensywnie na rzepakach i zasiewach kukurydzy. Większość z podchodu, czasem z zasiadki. Grandel doskonale rozumie już o co w tym wszystkim chodzi - nauczył się, mnie obserwować i kiedy rozmiary nie pozwalają mu na zoczenie zwierza - po moich ruchach orientuje się, że mamy dziki w niedalekiej odległości. 

Co ciekawe - dziki nawet słysząc piszczenie psa, nie reagują jakoś bardzo nerwowo, więc szanse na strzał są spore nawet przy niewielkich odległościach. Udało nam się nawet podejść dziki w rzepaku na odległość 3m! Brak możliwości rozpoznania dzika nie pozwolił na oddanie pewnego strzału, niemniej jednak zachowanie psa, który szczeknął dopiero gdy dziki były na wyciągnięcie ręki (dosłownie), było naprawdę poprawne. 

Udaje nam się strzelić kilka przelatków, niemniej jednak wszystkie pozostały w ogniu, więc jamnik nie miał pracy. Daje upust nagromadzonemu napięciu oszczekując dzika, kiedy jestem w pobliżu. Swoją drogą prawdopodobnie wydaje mu się, że to jego zasługa, próbuje nawet odgrodzić mnie momentami od dzika.   

    



 
 

Maj... 


Polowanie dewizowe, ostatnie wyjście. Podchodzimy z dewizowcem rogacza, jest mało czasu na oddanie strzału. Wiatr nie sprzyja, a trzcina zasłania rogacza. Strzał i rogacz znika w trzcinie. Na nagraniu widać, że rogacz wyraźnie dostał na tylną szynkę. Mariusz, miejscowy myśliwy widział, jak uciekła koza, natomiast rogacz został gdzieś w trzcinie. Rów niezbyt szeroki, ale nigdzie nie znajdujemy farby, może dlatego, że jak się później okazało szukaliśmy za daleko. 

Nie ma na co czekać, jedziemy po psa. Dewizowiec w czasie jazdy pyta, czy znajdziemy kozła - pewnie że znajdziemy. 

Przekazuję mu, że w razie konieczności to ja dostrzelę rogacza. Rozumie doskonale.

Zmierzamy w kierunku, w którym stał rogacz.  

Mija może 20 sekund, kiedy Grandel wyraźnie wskazuje zestrzał, po czym ciągnie w trzcinę. Nie widzimy farby na zestrzale. Wchodzę za psem i już po 10 metrach widzę leżącego rogacza. Odwracam się do Norwega z gratulacjami i jednocześnie słyszę jazgot Grandla! 

Rogacz podnosi się i zaczyna uchodzić. Jest ciężko ranny, widać, że ma przestrzeloną szynkę. Wybiegamy na łąkę. Widzimy jak po 100m rogacz kładzie się na otwartej przestrzeni w trawie sięgającej do kolan. Zwalniam Grandla z otoku, po czym zabieram broń od dewizowca. Podchodzę bliżej. Grandel oszczekuje leżącego kozła, który niespodziewanie podnosi się i zaczyna atakować jamnika! Przez chwilę mam obawy, ale pies zwinnie unika parostków kozła. Po kilku minutach walki rogacz zalega, wiem, że to już koniec. Strzał łaski kończy mękę zwierza. Podchodzi Mariusz z Norwegiem, który jest zadowolony, choć nieco rozczarowany swoim strzałem. Oglądamy kozła, ma ok 5 lat. Kula 6,5x55 trafiła na szynkę a wyszła przez miękkie, nie dając farby na zestrzale. Łączna długość tropu to 120m, ale emocji - co niemiara.




 
 
 
 
 

RZEPAKOWY PRZELATEK 


Ranne wyjście. Obstawiamy z jednym z kolegów obkoszony rzepak. Przed szóstą słyszymy z Grandlem strzał od strony stanowiska kolegi. "Co tam?" Piszę smsa. Oddzwania. "Grandel będzie miał zajęcie."opowiada, żę strzelał do niedużego dzika, na skraju skoszonego łanu. Emocje były na tyle duże, że zerwał strzał i widział, że dzik w czasie ucieczki miał na wierzchu jelita... Farbę było widać ze zwyżki, bo i odległość nie była zbyt duża. Czekamy niecałą godzinę, po czym ruszamy na zestrzał. Niestety początek tygodnia nie pozwala na dłuższy czas oczekiwania, więc ruszamy na zestrzał. Grandel w swoim stylu wariuje. Oglądamy zestrzał, sporo farby, treści żołądkowej i kawałki wątroby. Dzik poszedł w rzepak, więc praca na otoku odpada. Zwalniam jamnika z otoku. Pies wpada w kilkudziesięciohektarowy łan, a my stoimy na zestrzale. Po kilku minutach słyszymy głoszenie Grandla. Mamy wątpliwości, czy to na pewno ten dzik, może spotkał innego?  Niedowierzając psu (ile jeszcze razy?) powoli próbujemy zagłębić się w rzepak. Po 10m czołgania się po farbie rezygnujemy. Patrzę na GPS, Grandel zrobił koło, ale oddalił się nieco ponad 250m od nas. Proponuję, żeby w niewielkiej kępie, przez którą wiedzie ślad psa, czy faktycznie idzie po właściwym tropie. Jednak po kilkunastu krokach, słyszymy, że Grandel stanowi dzika.Dochodzi do nas miły dla uszu, niski oszczek. Obchodzimy przekoszony łan, żeby znaleźć się możliwie blisko postrzałka. Później okaże się, że ranny dzik doszedł do przekosu i zawrócił w rzepak, nie chcąc już wychodzić na otwartą przestrzeń. Dochodzimy do głoszącego cały czas jamnika, jest już w odległości 30m od nas. Kolega zostaje na przekosie, a ja chcąc nie chcąc wchodzę w rzepak. Grandel przybiega na chwilę, sprawdzić co to za ruch i wraca do swojej pracy. Nagle słyszę, jak dzik ostro szarżuje na psa, któremu jednak udaje się uciec. Niewesoło, szarża wyglądała na bardzo szybką... Klękam na kolana i powoli przesuwam się w kierunku psa. Widzę, jak niezwykle szybko przemieszcza się w terenie, gdzie mi trudność sprawia najmniejszy ruch. Widoczność sięga może 10m. Szukam wzrokiem postrzałka, w końcu słyszę ciężki oddech ranionego zwierza. Centymetr po centymetrze przesuwam się w kierunku dzika. Wreszcie dostrzegam przywarowany kształt. Na szczęście leży do mnie bokiem, widzę słuch. Grandel niczym znikający punkt oszczekuje dzika z bezpiecznego dystansu, ani na chwilę się nie zatrzymując. Czekam na właściwy moment, żeby oddać bezpieczny strzał łaski... Pies dopada postrzałka, ciesząc się ze zdobyczy... Kaliber 30-06 i kula S&B, mimo bliskiej odległości nie spowodowała natychmiastowej śmierci zwierza. Łączna długość tropu to 620m, waga dzika 34kg. Postrzałek do dojścia bez psa, ze względu na dużą ilość farby, natomiast byłoby to niezwykle czasochłonne.   

    



 
 

ŁACIATEK


Siedzimy sobie z Grandlem spokojnie na ściernisku przy pełni, kiedy przed północą przychodzi sms: "Darz Bór! Grzegorz strzelalem dziś do dzika niestety zrąbany strzał na miękkie. Farba na otarciach i treść, kręcił sie w kółko i wpadł z impetem w kukurydzę. Poszedłem zaledwie 15-20m i wycofalem się. Jeśli masz czas i ochotę chętnie zobaczę Grandla w akcji jeśli nie, będe szukał swoimi."

O 8:30 jesteśmy na zestrzale, po nocnym podchodzie Grandel nieco spokojniejszy niż zazwyczaj, ale rwie się do pracy. Obwąchał miejsce, gdzie dzik wpadł do kukurydzy, spokojnie (jak na niego) wrócił na zestrzał po czym wyruszył w kukurydzę. W międzyczasie oglądamy pozostawione przez dzika ślady - faktycznie jest treść żołądka i nieco farby. Na GPSie widzę, że jamnik oddalił się na odległość 250m, potem kolejnych 200m. Po kilku minutach słyszymy oszczek. Spoglądam na GPS - Grandel jest w odległości 500m od nas, niemal na skraju lasu. Idziemy brzegiem kukurydzy, co jakiś czas do naszych uszu dobiega głos Grandla, który stanowi postrzałka. Odzywa się jednak rzadziej niż zwykle, co jednak dociera do mnie dopiero później. Skradamy się w kukurydzy, do Grandla jest już tylko 15m, a ten się nie odzywa. Spoglądam w kolejny rządek kukurydzy, gdzie widzę jamnika przy zgasłym przelatku. Podchodzimy bliżej, teraz dopiero Grandel zaczyna szczekać, oznajmiając, że to jego zdobycz. Oglądamy dzika - wlot kuli na miękkim, wylot na szynce. Prawdopodobnie dzik odwrócił się w momencie składania się myśliwego do strzału, a ten po prostu pomylił tył z przodem. Stąd kręcenie się dzika w kółko po strzale. Jak na kulę 9,3mm, farby stosunkowo niewiele, kilka otarć na kukurydzy. Ranny dzik o wadze 55 kg od miejsca strzału pokonał dystans 560m, choć prawdopodobnie szedł dopóki się nie wyfarbował. 

Na uwagę zasługuje fakt, że dzik zaległ w miejscu poprzerastanym chwastami, co spowodowało że był niewidoczny dla idącego jego tropem tropowca. Dlatego też Grandel na wszelki wypadek wolał oszczekać leżącego dzika, a dopiero kiedy ten nie dał żadnych znaków życia, odważył się podejść bliżej. Podobnie zachował się w lutym, przy postrzałku, którego również nie widział.     



 
 

"WESELNY"


Rozpoczyna się rykowisko, więc polujemy w leśnym terenie. Rano jeden z kolegów strzela do dzika, który przewraca się z kwikiem, żeby po chwili wstać i chwiejnym krokiem oddalić się ku rozpaczy strzelca. Na zestrzale trochę farby, która jednak już po 50m, praktycznie się kończy, znajdujemy jeszcze tylko kroplę w młodniku, przez któy przeszedł dzik. Poponad 400m od zestrzału postrzałek dołącza do watahy. Grandel prowadzi jakby dla zasady, bez charakterystycznego dla niego zacięcia. Nic tu po nas, odpuszczamy po przejściu prawie 1000m.

W międzyczasie dzwoni Wojtek - kolega z koła, gdzie kiedyś poszukiwaliśmy z Grandlem kozła na dewizówce. Strzelał do sporego dzika idącego za watahą, słyszał uderzenie kuli, a dzik poszedł w kukurydzę. Na wejściu znalazł trochę farby, po czym nieco więcej, ciemnej, otartej na liściach kukurydzy. Nocą próbowali sił z jagdterierem, podnieśli dzika z łoża, jednak nie udało się dostrzelić. Próbowali z rana po farbie, jednak z dzikarzem to nie to samo... Zerkam na zegarek, jest 8:30. O 11:30 mamy odebrać znajomych i pojechać na wesele... Sprawdzam odległość do łowiska z postrzałkiem - 70km, godzina jazdy... Szybka kalkulacja, telefon do "zadowolonej" z obrotu spraw dziewczyny - litanię na mój temat wysłucham później. 

Dzwonię do Wojtka, mamy ok. godziny na poszukiwania, może być mało, ale jedziemy. Docieramy w teren o 10:00.

Dzik strzelany był na otwartym polu, do samej kukurydzy przeszedł ok 150m. Faktycznie na łodygach jest farba, dość sporo, wygląda na wątrobową, ale nie ma czasu na dokładne oględziny. O pracy na otoku nie ma mowy, jamnik pracuje luzem. Nakręcony zdecydowanie ruszył w kukurydzę, jednak po ok. 200m wrócił swoim śladem. Wracamy raz jeszcze w miejsce gdzie dzik wpadł w kukurydzę, Grandel wraca pod trop, sprawdza po swojemu ścieżkę. Tym razem biorę go na otok, pracuje nieco spokojniej, choć prowadzi zdecydowanie. Po ok. 200m, Wojtek dostrzega kroplę farby - idziemy właściwym tropem. Kukurydza zaczyna się robić gęsta, idzie się ciężko, znów zwalniam Grandla z otoku. Na gpsie śledzimy jego poczynania i przedzieramy się żeby w miarę nadążyć. Po kilku minutach słyszymy że się odezwał- zaszczekał kilkukrotnie, jednak milknie i oddala się w dalszym ciągu, kierując się na zakrzaczony dół, miejsce gdzie ludzie zrobili nielegalne śmietnisko. Wg łowczego koła tam właśnie powinien był udać się postrzałek. Po kolejnych 200m, słyszymy głoszącego Grandla - ma dzika! Przedzeramy się przez kukurydzę, podchodzimy powoli w miejsce, skąd dobiega oszczek. Faktycznie dotarł tam, gdzie sugerował łowczy. Z góry nic nie widać, zsuwam się po skarpie w krzaki. Dostrzegam leżącego dzika, a tymczasem Grandel - pewny, że dzik nie żyje, zabiera się do tarmoszenia zgasłego wycinka. Radość strzelca, ostatni kęs, gratulacje. Oglądamy tuszę - jak się potem okazało - postrzałek ważył 75kg. Postrzał na szynkę, brak wylotu. Kaliber 30-06 - czeska amunicja S&B 11,7g. Długość ścieżki od miejsca strzału to ponad  700m. Patrzę na zegarek, jest 10:50. Nie jest źle, do domu 40 minut jazdy, teraz jeszcze tylko wysłuchanie opinii naszej Pani na swój temat i można jechać się bawić:) 

 
 

ZBIORÓWKOWY BYK


Polujemy na daniele na bekowisku, kiedy dostaję telefon od jednego ze starszych kolegów z zaprzyjaźnionego koła. Jeden z jego rówieśników strzelał do byka na polowaniu zbiorowym. Byk w pełnym galopie wyskoczył na pole a po strzale zrobił rakietę, po czym po przebiegnięciu ok. 400m zniknął myśliwym z oczu. Nie znaleźli ani farby ani ścinki, pobieżne oględziny nie wskazały trafienia, jednak łowczy - dobry strzelec był przekonany o trafieniu, jak również sąsiadowi wydawało się że widział na byku farbę. 

Rezygnujemy z wieczornego wyjścia i po ok. dwóch godzinach od strzału pojawiamy się na miejscu. Grandel momentalnie przypina się do tropu i w swoim stylu zasuwa po dość wysokich trawach. Idąc za psem nie dostrzegam żadych śladów - jednak widzę, że jest na właściwym tropie. Pokonujemy sporą odległość, jednak nie dostrzegam nigdzie farby. Jamnik prowadzi zdecydowanie, w dwóch miejscach widać jak robi kółka żeby naprowadzić się na trop. Po pokonaniu 300m dostrzegam malutką kroplę farby, po kilkunastu kolejnych jeszcze jedną, nieco większą. Potwierdza to, że tropowiec jest na właściwej ścieżce. Przeprawiamy się przez niewygodny rów żeby wejść w dwu hektarowy areał kukurydzy. W środku piec prowadzi zdecydowanie, jednak jakoś nie jestem przekonany o słuszności tropu. Robimy kółko i wracamy za strumyk żeby potwierdzić ścieżkę. Sytuacja się powtarza, jednak i tym razem Grandel obiera ten sam trop. Wychodzimy na rzepak po drugiej stronie pola - znowu nic - coś mi się tu nie podoba. Wracamy raz jeszcze do strumienia. Ponownie Grandel obiera tą samą ścieżkę, po czym jakby obchodzi pole w koło. Jestem sfrustrowany, zgubiłem ochraniacz na lunetę, nie do końca wierzę psu, który jednak zdecydowanie ciągnie na otoku. Kukurydza obija mi twarz, a nie chcę spowalniać pracującego jamnika, więc nastrój mam podły. Wtem nie wierzę oczom - stoimy nad zgasłym bykiem! Okrzyk radości jaki wydałem jest nie do powtórzenia:) 

Byk trafiony był w szynkę, ale przy patroszeniu okazuje się, że kula została w płucu! Nie uwierzyłbym gdybym nie widział! Najprawdopodobniej strzelany był odchodzący i otrzymał kulę w momencie, kiedy przednie badyle były za tylnimi, nie znaleźliśmy innego wytłumaczenia. Byk leżał od miejsca zestrzału w prostej linii 480m, natomiast długość ścieżki to 850m. 

 
 

NIE DO UWIERZENIA


Pełnia księżyca, więc i robota. Jeden z kolegów strzela wieczorem do dzika, dzik pada w ogniu. Kiedy schodzi z ambony dostrzega uchodzącego warchlaka, widzi, że dzik potyka się przed wejściem w zarośniętą miedzę i znika w zaroślach. Farby początkowo jest dość sporo, przy latarkach to nie szukanie, więc telefonuje z prośbą o pomoc. Rano jesteśmy na miejscu, od strzału minęło ok. 12 godzin, więc w sam raz. Grandlowi już mówić nie trzeba co ma robić, znajduje sfarbowany trop, jednak idzie pod prąd, więc kawałek się cofamy, żeby po chwili podążać we właściwym kierunku. Na zmarzniętym polu dostrzegam wyraźnie farbę, zaznaczam na nawigacji. Od miejsca strzału przeszliśmy niecałe 200m. Wchodzimy w bukowy lasek, przechodzimy przez mały wąwóz i kierujemy się w niewielką kępkę malin, kiedy dostrzegam podnoszącego się warchlaka. Nie ma mowy o dostrzeleniu, trwa to ułamek sekundy. Zwalniam Grandla z otoku, a ten natychmiast udaje się w pościg za postrzałkiem. Na nawigacji widzę wyraźnie jak jamnik szybko się oddala. Schodzimy na szosę, kolega wraca po auto. Tymczasem Grandel idzie zdecydowanie za rannym dzikiem. Sprawdzam na polu miejsce, gdzie przechodził postrzałek, nie znajduję jednak żadnego potwierdzenia, że mamy doczynienia z ranną sztuką. Trzeba jednak zaufać psu. Zerkam na nawigację, Grandel znajduje się w odległości ok 400m od nas. Wsiadamy w auto i podjeżdżamy nieco bliżej. Zatrzymujemy się w odległości 150m od głoszącego jamnika - dzik się zatrzymał! Wybrał najtrudniejszy z możliwych teren - gęste po pas jerzyny, gdzie dostrzelenie warchlaka będzie niezwykle trudne. Przedzieram się przez jerzyny w kierunku oszczeku, dzik jest bardzo mobilny, kilkukrotnie szarżuje na tropowca. Po kilkunastu minutach prób postrzałek nie wytrzymuje i wychodzi na skraj jerzyn. Udaje mi się złapać go w lunetę i strzelam do odchodzącego dzika pod kręgosłup. Dzik zostaje w ogniu, a po minucie i Grandel dopada do zdobyczy. Wygrzebuję się z jerzyn, oglądamy postrzałka. Nie wierzę: kula ulokowana była niemal perfekcyjnie, jednak nie tknęła ani kręgosłupa, ani łopatki, ani łba rozbiła jedynie mięśnie karku! Dzik mimo odniesionej rany najprawdopodobniej by przeżył, jednak rana postrzałowa była na tyle poważna, że położył się dość blisko od miejsca strzału, bo po ok 200m. Łączna długość ścieżki to 1200m, z czego 1000m do gon i stanowienie postrzałka. Waga dzika to 35kg. Typowy dzik "nie do dojścia" jak mawiają często myśliwi...     

 
 

PÓŁ GODZINY 


Rano dostajemy telefon od zaprzyjaźnionego łowczego z jednego z okolicznych kół. Jeden z myśliwych strzelał do wieczorem do dzika o wadze ok. 50kg, znalazł przy latarce farbę, przeszedł ok. 200m, po czym zaprzestał poszukiwań. Po 17h. od strzału jesteśmy na miejscu. Grandel w swoim stylu podpina się do tropu, więc nie ma czasu na rozmyślania. Farba dość obfita, jasna, jednak już po kilkudziesięciu metrach znajduję kawałek sadła, wskazujący na postrzał na miękkie. Jamnik ciągnie zdecydowanie, przechodzimy przez wyrośnięty świerkowy młodnik,n przechodzimy przez sosnową drągowinę. Co kilka metrów obfite krople farby, nie ma problemu z kontrolowaniem pracy tropowca. Zerkam na gps, przeszliśmy już dobre 800m. Wychodzimy na wysoki las sosnowy z niewielkim podszytem, tu jednak farby nieco mniej, a po chwili przestaję ją zupełnie widzieć. Zmienił się kierunek uchodzenia zwierza, czy też pies zgubił trop? Nie podoba mi się też praca Grandla, idzie jakby nieco inaczej, mniej zdecydowanie. Przechodzimy jeszcze 150m i mówię do Marcina, że musimy zawrócić na miejsce gdzie zaznaczyłem na nawigacji ostatnią kroplę farby. Mimo, że Grandel wyrywa się aby kontynuować poszukiwania, biorę go na ręce i wracamy 180m. Stawiam go na trop i ruszamy dalej. Tym razem jednak jamnik prowadzi nieco inaczej, kontynuując pracę w kierunku w jaki podążaliśmy poprzednio. Dostrzegam kroplę farby na trawie, jest ok. Idziemy dalej, jednak nie widzę śladów dzika. Po chwili dochodzimy do przecinającej naszą wędrówkę drogi. Jamnik jak gdyby nigdy nic zasuwa drogą ok 15m, żeby dojść do przymarzniętej kałuży. Pod naciskiem 11kg masy ciała tropowca tafla ustępuje i zadowolony z siebie chłodzi się w wodzie. Po minucie odpoczynku podąża dalej drogą, aby odbić z powrotem w lewo mniej więcej w kierunku, z którego przyszliśmy. podążamy tak ok 30m, widzę po psie że szuka na nowo tropu. Mówię do Marcina, że chyba będziemy jeszcze raz musieli wrócić, jednak w tej samej chwili dostrzegam kroplę farby pod pojedyńczym świerkiem. Jamnik kręci się jeszcze kilkadziesiąt sekund, żeby znów wystartować w swoim stylu po tropie. Przechodzimy przez niewielki rów, żeby wejść do niewielkiej kępy wyrośniętych świerków. Odbijamy w lewo, pod jednym z nich dostrzegam zgasłego przelatka. Grandel już zaczyna tarmosić zdobycz. Wołam Marcina, cieszymy się z odnalezienia postrzałka. Kula o kalibrze 308W trafiła na miękkie w okolice pachwiny, powodując częściowe zaklejenie rany przez jelita. Postrzałek pokonał odległość prawie 1500m. Przejście ścieżki zajęło nam 35minut.  

 
 

DEWIZÓWKA


Obstawiamy z chłopakami z ekipy Psy w Miocie dewizówkę. Mamy do sprawdzenia jednego odyńca, do którego strzelał dewizowiec, po skończonym miocie w asyście wnuka jednego z członków Koła ruszamy za dzikiem. Przechodzimy ok 300m, nie znajdując jednak żadnego potwierdzenia trafienia, a po chwili dostrzegamy, że weszliśmy w kolejny obstawiany miot. Stajemy z dewizowcem na flance, czekając na pojawienie się naganki, po czym schodzimy wraz z naganiaczami na linię. Oczekując na koniec pędzenia dostrzegamy watahę pięciu dużych dzików uchodzącą z miotu. Jeden z dewizowców oddaje trzy strzały, wyraźnie słychać przybicia. Grandel dostaje szału, szczeka i wyrywa się do poszukiwań. Czekamy na Kacpra, naszego lokalnego towarzysza i po 15 minutach ruszamy na trop dzików. Jamnik wariuje na otoku, pędzimy jak na złamanie karku. Po 80m od zestrzału dostrzegam niewielką kroplę farby, a po chwili farby jest już mnóstwo. Dzik na pewno jest śmiertelnie trafiony. Dostrzegamy zgasłego dzika po 160m od miejsca strzału. Lekko spóźniona komora i brak wylotu. Strzały były dwa, więc trzeba też sprawdzić, czy tylko do tego jednego dzika. Kiedy Grandel cieszy się ze zdobyczy, idę kawałek dalej po tropie watahy, gdzie wyraźnie widać kolejny sfarbowany trop. Tutaj farba wygląda już nieco mniej obficie, jednak w dalszym ciągu jest jej dość sporo.
Kacper spokojnie patroszy dzika, dajemy sobie chwilę odpoczynku i ruszamy dalej. Grandel nieco zdziwiony sytuacją ogląda się na leżącego dzika, jednak zachęcony podejmuje trop.
Dzik farbuje regularnie, na bukowych liściach widać, że ma problem z poruszaniem się, gdyż co kilkadziesiąt metrów potyka się, zostawiając na ściółce charakterystyczny ślad. Idziemy po tropie zdecydowanie, na bukowym lesie z nielicznymi nalotami nie stanowi to większego problemu. Pagórkowaty teren i trudności w poruszaniu się postrzałka powodują, że rozglądamy się czujnie za każdym wzniesieniem, czy aby nie dostrzeżemy rannego dzika. Przechodzimy kolejne 300m, po czym trop wiedzie przez podmokły kawałek olchowego starodrzewia, gdzie za każdym wykrotem można spodziewać się, że postrzałek będzie chciał się położyć. Wychodzimy jednak na wysoki sosnowy las, gdzie kilkadziesiąt metrów dalej widzimy uchodzącego przed nami sporego dzika. Zwalniam Grandla z otoku, a ten już nawet nie starając się iść tropem postrzałka, rusza w gon skracając sobie drogę z radosnym szczekaniem. Mija minuta i słychać, że goni na oko, a po chwili stanowi dzika. Zbliżamy się do miejsca gdzie słychać jamnika, a nasz przeciwnik wybrał sobie młodnik sosnowy z nalotami bukowymi. Robimy sporo hałasu zbliżając się do postrzałka, wreszcie udaje się go zobaczyć, jednak cały czas uchodzi. Wtedy widzimy, że pies zostawił na chwilę postrzałka i wybiega nam na przeciw - sprawdzając czy za nim idziemy. Rzuca nam pełne inteligencji spojrzenie, po czym wraca do roboty. Z zachowaniem bezpiecznego dystansu prowadzi oszczek. Kątem oka widzę, że Kacper telefonem nagrywa akcję. Kilkukrotnie dzik uchodzi przed nami, jednak w końcu nadarza się okazja do oddania strzału. Pudłuję, nie wiem jakim cudem. Dzik oddala się kilkanaście metrów, jednak nie ma już sił na dalszą walkę. Szarżuje na Grandla, który świadom swojej przewagi niespiesznie odskakuje, żeby znów z odległości 5m głosić postrzałka. Czekam aż dzik nieco się odwróci, żeby wreszcie oddać strzał łaski. Dopiero na filmie widzę, że w czasie gdy mierzę, jamnik przestał głosić i spokojnie patrzy na mnie czekając aż dostrzelę dzika.

Podchodzimy do zgasłego już dzika. Strzał oddany był na kulawy sztych do odchodzącego dzika, kula otworzyła mostek zahaczając delikatnie o bieg pod pachą, natomiast drugi strzał roztrzaskał tylniego rapcia. Łączna długość tropu to 1260m. Waga dzika 93kg. 

Do pokotu dokładamy łącznie 4 dziki z 19 pozyskanych przez dewizowców.

 
 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego